Gdyby wszystko poszło po mojej myśli juz dziś wsiadałabym w samolot do Nowego Jorku. Mogłabym poczuć wspaniały zapach spalin unoszący się nad NY. Ale nie poczuję. Jeszcze nie teraz. Mam nadzieję, że za 9 miesięcy będę pisała już zza oceanu. Muszę! Ponieważ nawet teraz kiedy wiem, że mam jeszcze tyle czasu nie robię nic innego jak czytanie blogów au pair, szukanie rodzinek na GAP, zastanawianie się nad tym w jakim mieście chciałabym zamieszkać, w jakim stanie co wiążę się z ciągłym oglądaniem zdjęć Amerykańskich miast, miasteczek i pochłanianiem informacji o nich. Oczywiście robiąc to wszystko staję się coraz bardziej niecierpliwa i nie wiem jak wytrzymam do lipca. Najlepiej byłoby, gdybym już znalazła rodzinę :P ale na moim profilu niestety cisza. Na całe szczęście 9 listopada umówiłam się na spotkanie z Panią z APiA. Może tam zacznie się coś dziać. Wiem, że to może być trochę za wcześnie, ale na pewno są rodziny, które szukają Au Pair z takim wyprzedzeniem.
Póki co moje monotonne życie toczy się dalej. Uczelnia, nauka, ci sami ludzie, te same miejsca. Teraz jeszcze wytrzymam, ale gdyby w lipcu nie udało mi się wyjechać to już nie zniosę tego. Będę musiała chyba przenieść się na inną uczelnię, do innego miasta. Ale oczywiście nie będzie takiej potrzeby ponieważ uda mi się wyjechać. Muszę w to wierzyć bo wiara to pierwszy krok do sukcesu :D
Wszystkim nam, przyszłym Au Pair uda się wyjechać! Nie może być inaczej.
xoxo.

polecimy, nie ma innej opcji :P
OdpowiedzUsuńA czemu miałoby się nie udać? Kwestia tylko tego gdzie która wyląduje i u jakiej rodziny, ale trzeba być dobrej myśli ;)
OdpowiedzUsuń